sobota, 10 października 2015

Jak rękodzieło zmieniło moje życie?

A zmieniło...

Od pewnego czasu wrzucam zdjęcia moich prac. Zanim zajęłam się szydełkowaniem robiłam też inne twórcze rzeczy. Plotłam bransoletki z muliny, robiłam kolczyki z koralików, miałam okres fascynacji modeliną... Chcę powiedzieć, że tworzenie rękami jest dla mnie troszkę stylem życia, tak jak dla kogoś mogą być książki lub sport.

Mogę wyraźnie rozgraniczyć czas przed dziubaniem i czas dziubania. Ze względu na to, że można oba okresy spokojnie liczyć w latach postanowiłam dokonać małej ewaluacji.


1) Dostrzeganie ładniusich rzeczy, które mało kto dostrzega. Przykład jeden z wielu : "pięknie się to drzewo nad wodą pochyla, wokoło pustka, takie samotne musi być..." i tak kaj nie kopniesz, kaj się nie ruszysz...


2) Zmiana gustu w ubiorze. Jak mam coś ładniusieńkiego, czy zrobionego ręcznie (nie koniecznie ręcznie) - tak się ubiorę, żeby to wyeksponować. Kiedyś traktowałam to bardziej jako dodatek do ubrania, teraz ubranie jest tłem dla tego czegoś ładniusieńkiego. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.


3) Inne pamiątki z wakacji. Zwykle rękodzieło omijałam szerokim łukiem bo drogie to to. Teraz inne stragany dla mnie nie istnieją, nie chcę mieć czegoś takiego jak wszyscy, to wolę sobie raz czy drugi lody odpuścić a mieć coś wyjątkowego;


4) Obrzydzenie miastem. Może nie miastem jako takim, ale tym co się w tym mieście dzieje. Wszędzie bilbordy, plakaty, walają się ulotki, gazetki z hipermarketów, wszędzie pstrokacizna, piękne stare kamienice, a w nich na parterze sklep papierniczy/pasmanteria/rybny/kawiarnia i cały mur przynależący do tego lokalu wysmarowany żarówiastym zielonym. Całe życie człowiek niby to mija, a dopiero teraz zaczęło mi to przeszkadzać.


5) Wypatrywanie na zakupach rzeczy, które mogą być ładniusie, albo mogą uładniusić. Sieciówki z ciuchami mijam szerokim łukiem, za to sklepy budowlane... Mmm... Strach mnie tam zostawić, bo główka zaczyna pracować :P Albo tzw. "sklepy z ładnymi rzeczami" czyli wszelkiej maści sklepy artystyczne. Nie muszę nic kupować, wystarczy, że tam pobędę.


6) Podejście do kwiatów. Nigdy nie lubiłam bukietów, wolałam pojedyncze kwiaty, np. dorodną różę. Jak tak słucham ludzi wokoło i poznaję ich kwiatowe gusta to bardzo dużo idzie z tego się dowiedzieć o ludziach,serio. Tu dużo się nie zmieniło. Może o tyle, że toleruję bukiety.


Tak mam. Nie wiem, czy wszyscy tak mają. Może ktoś tak ma od zawsze, u mnie to dojrzewało. Nie było mi łatwo to wyartykułować, oj nie...



      Kot Tadeusz pozdrawia!






1 komentarz:

  1. I kota masz choć szydełkowego to już bardzo optymistyczny blog.

    OdpowiedzUsuń